Sztuka przepraszania

Każdy z nas się myli i każdy czasem robi coś, czego potem żałuje. Czasami z tego powodu doznajemy większych czy mniejszych przykrości. Czasami komuś tę przykrość wyrządzimy. Najważniejsze wówczas to przyznać się do błędu, przeprosić i naprawić to, co możemy.

W życiu zdarza nam się kogoś zranić. Czasem umyślnie, a czasem bezwiednie. Warto wówczas postawić siebie na miejscu osoby, którą zraniliśmy i zastanowić się nad daną osobą, sytuacją i tym co z tego wynika. Bowiem w szczerym „żałowaniu” nie chodzi o wypowiedzenie słowa PRZEPRASZAM i uznaniu sprawy za zamkniętą. Bez poważnej refleksji nie będziemy w stanie przeprosić naprawdę szczerze i wyciągnąć z danej sytuacji wniosków. A bez wniosków jesteśmy skłonni w podobnej sytuacji w przyszłości popełnić ten sam błąd. Jeżeli bowiem po raz kolejny wyrządzamy komuś krzywdę, a potem przepraszamy po raz enty, to tak naprawdę nasze przeprosiny są nic nie warte.

Zdarza mi się nawrzeszczeć. Jestem impulsywna. Mówię to co myślę, albo milczę. Kiedy czuję, że emocji jest zbyt wiele i za długo milczę, wybucham. Kiedyś uznawałam to za sposób na wyrzucanie z siebie negatywnej energii. Teraz postrzegam to bardziej jak niekontrolowaną reakcję organizmu. Mój organizm bowiem albo reaguje na takie przeładowanie emocji krzykiem albo płaczem, w obydwu przypadkach niekontrolowanym. Jeśli jedno powstrzymam, zacznie się drugie. Które z nich by to nie było, zawsze trwa aż do wyładowania z siebie złości, frustracji, bólu emocjonalnego czy lęku.

Tak więc, zdarza mi się krzyczeć. Z różnych powodów. Powodów może być tak wiele, jak trudnych sytuacji, z którymi przychodzi nam się zmierzyć w życiu codziennym. A po tych wszystkich wyładowaniach czasami okazuje się, że kogoś tym zraniliśmy. Nie celowo. Po prostu dostają rykoszetem. Bo w emocjach trudno się rozmawia. Trudno prowadzić spokojny dialog, kiedy problem zdaje się nas przerastać. Wówczas do głosu dochodzą emocje. A potem jest cisza. Rozglądamy się wokół siebie i widzimy, że w tej emocjonalnej burzy, wybuchu który przeciął niebo na pół, ktoś został zraniony. Nie, to my go zraniliśmy. Wówczas pierwsze, co wydaje się słusznym, to iść i przeprosić. Ale to błąd. Właściwszym jest zastanowić się nad tym, co zrobiliśmy i dlaczego. Taka refleksja pomaga nam bowiem spojrzeć na całą sytuację z perspektywy. Dopiero potem, kiedy już emocje całkowicie opadły i kiedy zastanowiliśmy się nad naszym zachowaniem, jesteśmy niemal gotowi, by stanąć twarzą w twarz i przeprosić. Niemal, bo zostaje jeszcze jedna kwestia – naprawa szkody. Czasami takim naprawianiem jest szczera rozmowa. Czasami realna, namacalna pomoc osobie, którą raniliśmy. Najważniejsze jest to, by podejść do sprawy poważnie i odpowiedzialnie. W życiu nie ma bowiem prostych recept na poważne problemy. Ale zawsze istnieje jakieś rozwiązanie. Podobnie ma się kwestia przeprosin. Bo za wszystko można przeprosić. W szczerych przeprosinach, w których zawrzemy uczciwe powody naszego wcześniejszego zachowania, znajduje się lekarstwo na ból.

Nie zawsze uda nam się naprawić szkodę. Nie zawsze też otrzymamy przebaczenie. Warto jednak to zrobić, by nie zatruwało naszego i czyjegoś życia te kilka błędów, które przecież popełnia każdy z nas.