Ach ta tęcza!

Tolerancji tak! Tęczy nie! Chcę poruszyć temat, który poruszany jest w mediach od wielu lat, ale wraz z biegiem czasu staje się to problemem i już spieszę z wyjaśnieniem.

Otóż jestem osobą bardzo otwartą, przyjaźnie nastawioną do wszelkiej orientacji seksualnej (z wyjątkiem pedofilii i zoofilii oczywiście). Dziś jednak chciałabym się skupić na symbolice tęczy, która w mojej ocenie stała się drażniącym znakiem firmowym osób nieheteroseksualnych.

Czy kiedykolwiek eksponowaliście swoją seksualność? Czy jest wam to do czegokolwiek potrzebne? Jasne, że niemal każdy stwierdzi, że to z kim sypia jest jego wyłączną sprawą i może się tym dzielić z bliskimi lub zachować to dla siebie. Ale nie krzyczycie ani nie wypisujecie na Facebooku, że kochacie mężczyzn, kobiety, obie płcie czy żadnej. Oczywiście nie ma absolutnie nic złego w kochaniu tego, kogo chcecie i ja to naprawdę uwielbiam. Mam wielu znajomych i przyjaciół homoseksualnych czy biseksualnych i to są fantastyczni ludzie, z którymi uwielbiam spędzać czas. Mega wartościowi duchowo i emocjonalnie. Zaradni życiowo, spełniający się tak w pracy jak i życiu prywatnym. Mówiąc najzupełniej szczerze, niczym się nie różnią od heteroseksualnych osób.

Cóż, jest dla mnie coś dziwnego w oznaczaniu ludzi jako heteroseksualnych, homoseksualnych, biseksualnych, gejów, lesbijek, transpłuciowych, czy poszukujących wciąż odpowiedzi na temat własnej płci. Przecież człowiek pozostaje człowiekiem. Postępuje dobrze albo źle. Dlaczego zatem pozwalamy, by ktoś nas wrzucał do worka z nazwą? Dlaczego wciąż pozwalamy, by ludzi określać wedle preferencji seksualnych? Już samo słowo preferencje wydaje się w tym kontekście sztuczne. Czyż nie kochamy konkretnego człowieka, a nie płeć? Jasne, że to nie to samo, co pociąg seksualny, który jest tutaj nieodłączny. Ale każdy z was, kto zna osoby ze związków osób tej samej płci wie, że te osoby wpierw kochają, a dopiero potem liczy się płeć. Zakochują się jak każdy świadomy człowiek – w duszy, a nie w ciele. Ciało to tylko forma. Seksualność to znacznie więcej, niż ciało. Inaczej nie budowalibyśmy trwałych związków.

Symbolika tęczy – choć piękna, bo wybrana z myślą o czymś, co wszystkim się dobrze kojarzy i jednocześnie gloryfikująca różnorodność poprzez wielość barw – jest nadużywana w mojej ocenie do tego stopnia, że staje się czymś, od czego ludzie zaczynają uciekać. Wszechobecna tęcza zaczyna bowiem wchodzić w nasze codzienne życie bez naszej zgody. W ubiegłym roku nie było 5 minut, kiedy wyszłam na zewnątrz i jej nie widziałam. Banki, sklepy odzieżowe, optyczne, księgarnie, piekarnie i cała masa innych sklepów czy biur oznaczona sympatyczną tęczą. Po co?! Przecież to nie jest kampania reklamowa! A może jednak jest? Czy nie macie czasami wrażenia, że ktoś próbuje nam narzucić poglądy czy wręcz zachęcić do zmiany orientacji seksualnej? Ja niestety czasem się tak czuję pod tabunem szyldów i logotypów z dołączoną tęczą. To wygląda trochę tak, jakby dana firma chciała wszem i wobec ogłosić, że zaprasza również osoby o odmiennej od heteroseksualnej orientacji, by skorzystały z ich usług i produktów. Czy to znaczy zatem, że wcześniej ich nie zapraszały, czy że osoby heteroseksualne już nie są mile widziane? No coś tu się nie zgadza.

Bardzo mnie irytuje ta tęcza. Nie do końca wiem, dlaczego, ale wydaje mi się ona zbyt mocno eksponowana. Choć jestem osobą heteroseksualną, nie chodzę z żadnym symbolem ogłaszającym to, jak i nie szukam takowych symboli w sklepach, na witrynach banków czy w innych miejscach. Jestem poganką, ale nie świecę pentagramem na wszystkie strony i nie oczekuję, że na sklepach będzie pojawiał się ten symbol. Nie jest mi potrzebny, bo to jest moje. I tylko moje. Mogę o tym porozmawiać z rodziną czy przyjaciółmi, ale nie muszę o tym głosić całemu światu.

Dziś mój dobry znajomy stwierdził, że to tylko symbol i ma mnóstwo znaczeń – nie tylko to jedno. Zgoda. Jednakże, swastyka też ma wiele znaczeń, które zostały przyćmione nazizmem Hitlera. Czy to, że oznacza „przynoszący szczęście”, że jest symbolem religijnym w większości kultur na świecie wiedzą wszyscy? Nie. Ale założę się, że ci sami ludzie wiedzą, że była symbolem III Rzeszy. I choć mój wywód nie ma na celu porównania pokojowo nastawionych ludzi o orientacji seksualnej odmiennej od heteroseksualnej (chyba takie określenie pasuje mi o wiele bardziej niż popularne LGBT+), to obawiam się, że działania marketingowców popularyzujące tęczę mogą doprowadzić do równie negatywnych skojarzeń, jak właśnie skojarzenia Europejczyków do swastyki. A przecież w tym wszystkim chodzi o zwykłą tolerancję i przyzwoitość. Nie interesujmy się tym, kto z kim sypia, dopóki chodzi o osoby dorosłe i za ich obopólną zgodą. Przecież też nie chcemy, żeby ktoś nam zaglądał do sypialni. Więc po co ta cała tęcza?