Zmiany są dobre!

Jedni lubią, gdy ciągle coś się w ich życiu dzieje i pędzą przez życie z wiatrem. Inni wolą stabilizację i pewność. Niezależnie od tego, z którą grupą bardziej się identyfikujesz, jako człowiek i część społeczeństwa nieustannie się zmieniasz. Wszyscy się zmieniamy. I to jest dobre.

Wielokrotnie słyszałam od starszych pokoleń, że kiedyś było lepiej. Patrząc na swoje dzieciństwo i dzieciństwo innych dzieci faktycznie mogę powiedzieć, że moje dzieciństwo było lepsze. Nie miałam na nogach conversów a w kieszeni iPhone, ale miałam moją paczkę przyjaciół, z którymi codziennie się spotykałam zanim jeszcze poszłam do szkoły. I mimo jednej dwudziestominutowej bajki dziennie, tamtego dzieciństwa nie oddałabym za dzieciństwo z telefonem w ręku i brakiem przyjaciół.

Mogłabym podważyć tytuł swojego felietonu tym, jak globalizacja negatywnie wpłynęła na świat jako całość. Mamy zanieczyszczone powietrze, wysoki wskaźnik przestępczości czy zachorowalności na raka. Zatruwana żywność, życie z kredytem czy na odległość, gdy trzeba wyjechać do pracy zagranicę. Te zmiany nie są dobre i należy o nich pamiętać. Ja jednak chcę napisać o tych zmianach, które dotyczą nas i naszego wewnętrznego ja.

Wyciągnijcie swoje stare zdjęcia i przyjrzyjcie się swoim starym fryzurom i ubraniom. Przyjrzycie się tłu. Nie bez powodu dziś wyglądamy inaczej niż 15 czy 30 lat temu. Inna wtedy była moda i inne były nasze gusta. Ale nie mam na myśli jedynie naszej powierzchowności. Ilekroć wracamy od fryzjera bądź kupimy sobie nowe ubrania, czujemy się lepiej. Odświeżanie mieszkania, mimo kosztów i pochłoniętego czasu daje nam mnóstwo satysfakcji i sprawia, że czujemy się bardziej komfortowo. Daje nam to szczęście. Ale pójdźmy jeszcze dalej.

Przypomnijcie sobie to uczucie, kiedy obieraliście świadectwo maturalne, dyplom uczelni wyższej, certyfikat odbytego kursu potwierdzający wasze kwalifikacje. Pamiętacie, ile dało wam to szczęścia? I kolejny krok – otrzymanie wymarzonej pracy, podwyżka po odbyciu dodatkowego kursu podnoszącego waszą wartość w firmie, awans. To wszystko daje nam szczęście. Napędza nas do działania. Z tego tworzymy sens naszej egzystencji.

Jest jeszcze jedna rzecz, która przychodzi mi na myśl – rodzina. Jako społeczeństwo w ostatnich latach bardzo zatrzymaliśmy się pod względem przyrostu naturalnego. Więcej za to mieliśmy tzw. coming out-ów, czyli osób upubliczniających swoje preferencje seksualne. Na pierwszy rzut oka można by pomyśleć, że nie ma w tym nic dobrego, bo mniej rodzących się dzieci, to niższe emerytury i dłuższy staż pracy. A i marsze równości wielu ludziom się nie podobają. Przyznaję, że choć jestem bardzo tolerancyjna, to w pewnym momencie wszechobecna tęcza zaczęła mnie naprawdę drażnić. Moich przyjaciół też i to tych, których teoretycznie jest symbolem. A jednak cieszyć się można z tego, że ludzie nie żyją dla opinii publicznej tylko dla siebie, po swojemu i jak chcą. Kobiety nie muszą wychodzić za mąż by nie być nazywanymi prześmiewczym przydomkiem „stara panna”, pary nie muszą mieć dzieci, bo tak trzeba i jeśli mężczyzna nie spłodzi potomka to jest „niesprawny”. Są rozwody, ale przynajmniej ludzie nie pozwalają się zdradzać i nie godzą się na przemoc domową. Kobiety pracują i są niezależne. Wszyscy są równi, a przynajmniej bliżej im do równości niż jeszcze kilkadziesiąt lat temu. Co więcej, różnice społeczne zacierają się poprzez wyższy standard życia.

Możemy mówić, że kiedyś było lepiej, bo nie dostrzegaliśmy wielu problemów, które dziś są do obejrzenia w sieci czy prezentowane nam przez prasę i telewizję. Prawda jest taka, że nie ma idealnego świata, bo i my nie jesteśmy doskonali, a to my tworzymy świat. I jeżeli coś nam się w naszym życiu nie podoba, zmieńmy to. Małymi krokami lub robiąc rewolucję w naszym życiu, możemy zmienić albo pewien jego element albo niemal wszystko. Zmiana jest dobra, bo tylko metodą prób i błędów możemy się uczyć i osiągać więcej.