Zachipujesz się?

Jakiś czas temu miałam bardzo interesującą rozmowę z moim przełożonym na temat życia w świecie znanego z filmów sciene fiction. Zastanawialiśmy się nad przybyszami z odległych galaktyk, zmianami klimatycznymi, które już teraz możemy obserwować. Wreszcie doprowadziło nas to do rozmów na temat chipów. Zapytałam, czy dałby sobie wstrzyknąć chip.

Byłoby zbyt prosto, gdybym nie podała kilku warunków. Pierwszy to oczywiście pieniądze – podwyżka +50%. Drugim warunkiem było, iż bez chipu nie będzie mógł wziąć żadnego kredytu – ani hipotecznego ani konsumenckiego. Trzeci z warunków mówił, że za pomocą chipu będzie mógł być zdalnie leczony, gdyż za pomocą chipu lekarze będą mogli mu podawać leki bezpośrednio do organizmu. Tu jednak powstaje ryzyko, że za pomocą jednego przycisku może on również stracić życie, jeśli tylko stanie się uciążliwy dla rządu. No i bez chipa – jako ostatni  warunków – podałam utratę pracy.
Mój przełożony bez większego zastanowienia stwierdził, że taki chip to super sprawa i nie miałby problemu, żeby się temu poddać, nawet jeżeli inwigilacja jego życia przekroczyłaby wszelkie granice. Jego argumenty były takie, iż z chipem czy bez niego i tak jesteśmy inwigilowani, tak przez konta bankowe jak i Facebooka.

Moimi kontrargumentami z kolei było, iż to na ile jesteśmy inwigilowani wciąż w dużej mierze zależy od nas. To przecież my decydujemy o tym, co upubliczniamy na Instagramie, Facebooku i w innych miejscach. Kwestie finansowe też możemy mieć pod kontrolą, wszak o ile nasze zarobki są wpłacane na nasze konta, to o tym, na co przeznaczamy pieniądze nikt już nie musi wiedzieć dzięki wciąż obecnym transakcjom gotówkowym.

Chip dla mojego przełożonego byłby wygodny, bo nie musiałby nosić portfela, ale dla mnie to żaden argument, bo telefonem też może płacić.

Doszliśmy do problemu leczenia. Dziś przez Internet (który większość telefonów obsługuje!) możemy zarówno umówić się na wizytę u lekarza, jak i zamówić receptę. Ba! Nawet leki z apteki mogą nam dostarczyć do domu, jeśli tylko chcemy.

Skończyło się na tym, że mój przełożony chce być nieśmiertelny, a według niego z chipem będzie łatwiej. A jeśli rząd będzie chciał się go pozbyć, to i tak to zrobi, bo on nie mógłby żyć jak Edward Snowden, z dala od rodziny i przyjaciół. Więc z chipem lub bez niego – i tak by musiał umrzeć.

W wielu firmach na świecie, szczególnie w Azji wprowadzane są chipy wszczepiane w przedramię, które mają zastąpić tradycyjne karty pracowników. Dzięki tym chipom życie ma być (PODOBNO!) proste i wygodne. Ale czy naprawdę nie stać nas na odrobinę wysiłku w imię wolności i prywatności? Czyż nasi pradziadkowie, dziadkowie i rodzice nie walczyli i oddawali życie za naszą wolność? Oddacie tę wolność za chip?