Pracoholizm i wypalenie zawodowe

Pracoholizm zwykle jest postrzegany dwubiegunowo. Dla jednych jest atutem i znakiem zaangażowania się w sferze zawodowej, by wyprzedzić innych w drodze po awans. Dla innych jest to pierwszy krok do wypalenia zawodowego, a nawet powstania innych problemów, również poza sferą zarobkową.

Pracoholizm to najprościej mówiąc uzależnienie od pracy. Innymi słowy, pracoholik to osoba obsesyjnie myśląca o pracy, która nie jest w stanie funkcjonować bez niej poza standardowym czasem pracy. Osoby takie często są w pracy przed czasem i wychodzą ostatnie. Jeżeli tylko to możliwe, pracują w szerszym zakresie godzinowym, jak również wychodzą poza zakres swoich obowiązków. Pracoholicy odczuwają tym większą satysfakcję i zadowolenie im więcej czasu i wysiłku wkładają w pracę. Co więcej, jeżeli z jakiegoś powodu możliwość zajmowania się sprawami zawodowymi jest utrudniona, osoba uzależniona od pracy staje się rozdrażniona, niespokojna.

Pracoholizm bywa użyteczny i nie musi być niczym niebezpiecznym, o ile spełnionych zostaje kilka podstawowych warunków. Jeden z nich to rodzina. Jeżeli jeszcze jesteśmy singlami, lub nasz partner również ma wiele obowiązków i pozostaje nam do dyspozycji sporo wolnego czasu, możemy czas ten przeznaczyć na pracę jako środek do wspinania się po szczeblach kariery. Silne zaangażowanie w pracę bywa często doceniane przez pracodawców, co skutkuje awansami i wyższym wynagrodzeniem. Jednakże, jeżeli posiadamy rodzinę czy silne więzi z przyjaciółmi, z którymi często się widywaliśmy, lecz te relacje ograniczamy na rzecz coraz większej liczby obowiązków zawodowych, to po kilku latach może się okazać, że nasze życie to praca i mamy tylko ją.

Rodzina to najważniejsza grupa osób w naszym życiu. Daje nam wsparcie, siłę i motywację do działania. To dla najbliższych chcemy się rozwijać, więcej zarabiać. Chcemy naszym najbliższym zapewnić wszystko, co tylko można, by żyło im się lepiej, bo wówczas i my będziemy szczęśliwsi. Jednak musimy pamiętać, że równie ważne jak miłość czy poczucie bezpieczeństwa, które zapewniamy bliskim poprzez dach nad głową, jedzenie oraz inne udogodnienia, równie ważny jest czas. Jeżeli dajemy bliskim swój czas, to znaczy dla nich tyle, co okazywanie miłości, ciepła, bezpieczeństwa. Te czynniki muszą wzajemnie się przeplatać. W przeciwnym razie może to doprowadzić do rozpadu rodziny. Permanentny brak naszej obecności skutkuje poczuciem zaniedbania, braku miłości i zainteresowania rodziną. Pieniądze są ważne, ale nie zastąpią przytulenia, ciepłych słów, wspólnej wycieczki nad jezioro czy rozmów przy stole podczas kolacji. A kluczem do wszystkiego jest przecież rozmowa. Bez otwartej i szczerej rozmowy, nie dowiemy się, że coś w naszej rodzinie jest nie tak. Zapracowani i przemęczeni nie będziemy w stanie odczytać tego z wyrazu twarzy domowników. Dlatego musimy ze sobą rozmawiać.

Tak samo jest z przyjaźnią. Dopóki regularnie się spotykamy i na bieżąco omawiamy nasze bardziej i mniej istotne sprawy, czujemy więź, którą poprzez tę regularność i zaangażowanie podtrzymujemy. W momencie, kiedy w znacznym stopniu ograniczymy kontakt i przestaniemy ze sobą rozmawiać, wszystko, co jest istotą przyjaźni zacznie słabnąć i nim się nie obejrzymy, możemy mieć w kieszeni awans, ale jednocześnie stracić przyjaciół.

I o ile z przyjaźnią jest tak, że wciąż się kontaktujemy, ale już bardziej jak znajomi z dawnych lat, o tyle z rodziną może być znacznie trudniej. Często bowiem rodzina się rozpada. Jedno z partnerów nie chce żyć z poczuciem zaniedbania. Miłość, która spajała, wypala się i pozostają tylko kwestie formalne. Dzieci nie są już czynnikiem, dla którego poświęca się szczęście w miłości. A przy obecnej ilości rozwodów, nikogo nie trzyma przy partnerze fakt, dla którego nasze babki i dziadkowie wytrzymaliby wszystko byleby nie doszło do rozwodu. Dziś rozwód nie jest już tabu.

Odrębną kwestią jest wypalenie zawodowe. Sama osobiście doświadczyłam tego zjawiska po tym, jak nadmiernie angażowałam się w pracę. Początkowa euforia i fascynacja tak środowiskiem pracy jak i możliwościami, które owa praca oferowała doprowadziły w krótkim czasie do przemęczenia i znudzenia, czyli najprościej mówiąc, po półtora roku pękłam i nie chciałam już do pracy wracać. Straciłam zainteresowanie tym, co tak mnie pochłaniało na początku. Potrzebowałam nowych bodźców. Czułam, że muszę coś zmienić, bo zaczynałam się dusić w tym miejscu. Przygasłam. Przychodziłam do pracy z poczucia obowiązku, bez jakiejkolwiek przyjemności. Potrzebowałam odpocząć. I faktycznie odpoczęłam, przez miesiąc. Wróciłam do pracy wspomagana środkami farmakologicznymi, pełna energii i na nowo przeżywałam radość, którą dawała mi tamta praca, jednak wiedziałam, że długo ten stan nie potrwa i faktycznie muszę zmienić otoczenie. Tak też zrobiłam. Wypalenie zawodowe, które ignorujemy może przyczynić się bowiem do depresji, stanów lękowych lub do zwykłego poczucia nieszczęścia. Człowiek, który robi coś wbrew swej woli, bez zaangażowania się, bez poczucia, że dana rzecz sprawia mu przyjemność jest nieszczęśliwy. Z perspektywy pracodawcy, taki pracownik jest mniej wydajny, czasem również zgorzkniały i może to się odbić na pozostałych pracownikach. Dlatego często pracodawcy oferują pracownikom z wypaleniem zawodowym urlop lub zmianę działu. Zadowolenie pracownika z wykonywanej pracy wpływa na całą firmę.

Praca w naszym życiu odgrywa ogromną rolę. Pozwala nam się utrzymać, zadbać nie tylko o te podstawowe potrzeby, ale także często o te emocjonalne, duchowe. Warto jednak pamiętać o ludziach, bez których byśmy tego wszystkiego nie osiągnęli. Bez nich, nawet w najlepszej pracy, nigdy nie osiągniemy szczęścia. Nawet najlepsza praca nie jest warta życia w samotności. Warto zatem postarać się, by każdej ze sfer naszego życia poświęcić odpowiednią ilość naszego czasu i w każdą sferę angażować się w równym stopniu. Zachowanie balansu w życiu zaprowadzi nas do sukcesu mniejszymi krokami, ale pozwoli zachować to, co najważniejsze. Miłość i szczęście.