Dwa światy

Ludzie od zawsze dążyli do tego, żeby mieć więcej, bo to im się kojarzy z lepszym życiem, statusem społecznym i ekonomicznym. Chcemy zarabiać więcej, aby więcej kupować. Chcemy posiadać więcej, aby było nam wygodniej. Pragniemy większych domów, żeby móc gromadzić kompletnie niepotrzebne nam rzeczy. Żeby to osiągnąć, pracujemy dłużej, ciężej. Jesteśmy bardziej zmęczeni, wracamy później do domów, mamy coraz mniej czasu dla bliskich – rodziny i przyjaciół. Czasu dla siebie nie mamy już prawie w ogóle.

W wielu krajach, w których postęp cywilizacyjny zatrzymał się sto lat temu albo w ogóle nie dotarł, ludzie żyją zupełnie inaczej. Tamtejsi mieszkańcy globu posiadają niewiele. Skromna chata, jedna lub dwie koszule na zmianę i czysta woda. Jedzą to co znajdą lub wymienią za przedmiot własnej pracy rąk. Nigdzie się nie spieszą. Ich życie płynie innym rytmem niż nasze. Wstają kiedy wstaje słońce. Idą spać, gdy zachodzi. Żyją zgodnie z tym, jak kieruje nimi natura. Nie potrzebują wygód, wyszukanych potraw, szybkich aut i Internetu, gdzie traciliby cenne godziny życia każdego dnia przeglądając tysiące śmieciowych informacji, nikomu niepotrzebnych wiadomości o celebrytach, huraganach na drugim końcu globu. Im nie są potrzebne filmy i seriale, nowe modne apaszki i okulary przeciwsłoneczne za setki złotych czy zegarki za tysiące. Oni chcą żyć i cieszyć się tym życiem.

Dla przeciętnego Europejczyka ich życie wydaje się ubogie, nieszczęśliwe i puste. Z punktu widzenia Europejczyków, ci ludzie nie mają nic. Ale z ich punktu widzenia, to my nie jesteśmy szczęśliwi. Wciąż za czymś gonimy, wciąż się spieszymy. Nasze życie odmierzają dwie wskazówki małego zegarka przymocowanego do naszej ręki. Nasze życie ustala mały metalowy telefon, bez którego nie ruszamy się z domu. To my zamykamy drzwi na klucz, bo nie ufamy nikomu i wciąż boimy się, że ktoś nas może okraść. To my cierpimy na depresję, anoreksję, bulimię, astmę i inne choroby cywilizacyjne. To nam wciąż jest mało i zasypujemy nasze domy coraz to nowymi przedmiotami, które cieszą nas tylko przez krótką chwilę naszego życia. A potem znowu pustka, którą uzupełniamy kolejnymi zakupami. Z czasem potrzebujemy więcej przestrzeni, by to wszystko pomieścić, więc kupujemy większy dom. Musimy za to wszystko zapłacić, a do tego dochodzą rachunki za czynsz, prąd, gaz, kablówkę, telefon, Internet, paliwo do samochodu, nierzadko też rata kredytu.

My w naszym szczęśliwym cywilizowanym świecie jesteśmy niewolnikami naszych potrzeb, podczas gdy ludzie, którzy pozornie nie mają niczego, mają tak naprawdę o wiele więcej od nas. Mają czas by żyć i nie przejmować się rachunkami, pracą czy problemami na drugim końcu świata. Oni cieszą się słonecznym dniem, kiedy to mogą wyjść przed dom i patrzeć jak bawią się ich dzieci. Oni nie spieszą się nigdzie. Mają czas, by znaleźć w lesie jagody czy złowić rybę na obiad. Oni uprawiają swoje własne warzywa przed domem i nie martwią się GMO czy tym, że ktoś im to odbierze. Oni żyją po prostu inaczej.

Jeśli spojrzymy na to, co mamy z innej perspektywy, możemy albo wyrzucić śmieci które zagracają nasz dom i umysł, albo możemy docenić to co mamy i cieszyć się tym. Warto czasem się zatrzymać i zastanowić, czy po drodze do tego, co w Europejskim świecie nazywane jest sukcesem, nie tracimy czegoś o wiele cenniejszego – samych siebie.