Uśmiech – prawdziwy łamacz lodu

Kto z was zna osobę, która nigdy się nie uśmiecha, a przynajmniej nigdy nie widzieliście jej uśmiechniętej? Zwykle to będzie ktoś, kogo nie znamy dobrze. Czasami to będzie ktoś, kogo znamy krótko lub kto stracił w ostatnim czasie kogoś bardzo bliskiego i nie znaliśmy tej osoby wcześniej zbyt dobrze. Każdy z nas bowiem się uśmiecha. Jeśli nie na ulicy czy w sklepie, to w pracy czy w domu. Tam, gdzie czujemy się komfortowo, z ludźmi, z którymi czujemy się bezpiecznie, pozwalamy sobie na otwartość. A otwartość wobec ludzi to zarazem klucz do uśmiechu, jak i zamek, który uśmiechem otwieramy.

W jednej z moich ostatnich prac na etacie miałam menedżera, który przez pierwsze tygodnie w ogóle się nie uśmiechał, tworząc tym samym barierę między sobą, a pracownikami. Efekt był taki, że choć tworzyliśmy zgrany zespół w obrębie pracowników, nasz menedżer był outsiderem, którego wszyscy w miarę możliwości unikaliśmy. Wydawał się posępny, poważny, zdenerwowany i nieco groźny. Tak, zasadniczo budził lęk, przynajmniej u większości z nas. Gdy tylko ktoś miał do niego sprawę, bardzo długo zwlekał lub przychodził do mnie z prośbą, bym to ja z nim porozmawiała i załatwiła problem. Wszystko przez nieustający poważny wyraz twarzy i ton głosu wyraźnie sugerujący, że nie ma z nim żartów. Wciąż wśród osób, z którymi nie pracował dość blisko jest poważny i budzi niepewność u nowozatrudnionych. Mnie jednak udało się wywołać uśmiech na jego twarzy. Nie powiem, że było łatwo. Wpierw musiałam się wykazać w pracy, a w miarę powierzania mi coraz ważniejszych zadań, byliśmy zmuszeni zacieśnić współpracę. Zanim to nastąpiło, z każdym pytaniem biegłam do team leadera lub trenerów. Ale z czasem, kiedy mój menedżer dokładał mi obowiązków, musiałam coraz częściej zwracać się z pytaniami bezpośrednio do niego. W ten sposób niepostrzeżenie stał się moim najbliższym współpracownikiem. Jako, że z natury jestem bardzo pozytywną i często uśmiechniętą się osobą, uśmiechałam się wciąż również do niego. Miało to być pierwsze skruszenie lodu. On jednak wciąż się nie uśmiechnął.

Zwykle jest tak, że kiedy ktoś się do nas uśmiechnie, tak normalnie, życzliwie, to i my ten uśmiech odwzajemniamy. Jest to jedna z najbardziej naturalnych czynności, jakie robimy, często wręcz nie zwracając na nią uwagi. Tutaj jednak wciąż był dystans.

Kiedy po kolejnych tygodniach wciąż nie widziałam ani jednego uśmiechu na jego twarzy, a nasza relacja zawodowa była już na zupełnie wyższym poziomie, pozwoliłam sobie, już bez żadnych obaw, na komentarz, że nigdy nie widziałam go uśmiechniętego i wtedy voilà! Uśmiechnął się specjalnie dla mnie, pierwszy raz. Zaskoczył tym wiele osób. 

Jego pierwszy uśmiech przełamał kolejny lód i choć wciąż rzadko się uśmiecha, a my już nie pracujemy razem, wiem, że taki po prostu jest w pracy. Mimo to, wobec mnie często później się uśmiechał. Najtrudniej było za pierwszym razem. Duży stres nie sprzyja uśmiechaniu się, a i najwyraźniej on nie czuje potrzeby uśmiechania się do każdego wokół. Ale dla mnie zawsze ma jeden uśmiech w zanadrzu. To działa trochę jak maska, której kawałek udało mi się odsłonić. Bo trudno tak po prostu być zamkniętym i poważnym wobec kogoś, kto każdego dnia się do nas życzliwie i szczerze uśmiecha. A nam z powodu bliskiej współpracy, uśmiechniętym i otwartym wobec siebie, a nawet żartującym od czasu do czasu, było znacznie łatwiej wykonywać wspólnie kolejne zadania.

Dlatego otwórzcie się na świat. Uśmiechajcie się choćby z najmniejszego powodu i dzielcie się tym z innymi. Nawet największy twardziel w końcu to odwzajemni, a przecież o to chodzi, by żyło nam się przyjemniej i prościej.

PS. Menedżer, o którym pisałam wciąż budzi lęk wśród osób, które dopiero się zatrudniają w naszej firmie, ale ja już wiem, jakim jest CZŁOWIEKIEM.