Odkładanie na starość

Temat rzeka. Cóż, właśnie wypisałam się z czegoś, co można by nazwać drugim filarem emerytalnym. Bo niby po co mam oddawać komuś moje pieniądze, których mogę więcej nie zobaczyć. To oczywiście może być dla wielu dobra opcja zabezpieczenia na starość, ale czy konieczna, to już kwestia sporna.

Zacznę od tego, że obecnie mieszkam i pracuję w Wielkiej Brytanii. Najbardziej mnie cieszy, że nie ma tu ZUS. Dla przykładu, moja siostra będąca na tzw. Samozatrudnieniu, co miesiąc jest zmuszona płacić 1316,96 zł na rzecz wyżej instytucji, do której odprowadza składki w tej i innych formach (zatrudniona na etacie też je płaciła, choć nie tak wysokie, bo część pokrywał pracodawca). Doskonale zdaje sobie ona sprawę, że nigdy tych pieniędzy nie odzyska, ponieważ ZUS jako instytucja przeznacza te pieniądze w głównej mierze na wypłacanie emerytur dla obecnie do nich uprawnionych emerytów, podobnie rent, a także nie mały procent (można śmiało chyba przyznać, że to spory kawałek tortu) na obsługę samego ZUSu, tj. utrzymanie biur, pracowników, sprzętu czyli całej administracji. A te koszty są potężne. Zatem moja siostra zmuszona jest płacić ogromne pieniądze (duże w skali miesiąca, ale w skali np. 10 lat to jest naprawdę ogromna kwota ? aż 158 035,20zł!, bez uwzględnienia przyszłych podwyżek). Dla mojej siostry jest to jej rata za dom, co oznacza, że mogłaby spłacić swój kredyt hipoteczny w o połowę krótszym czasie! 15 lat zamiast 30 ? kto o tym nie marzy?

Od 2012 roku rząd na Wyspach wprowadził coś na kształt drugiego filaru, na który już można było się wcześniej zapisywać, lecz nowa regulacja pozwala pracodawcom zapisywać pracowników automatycznie. Wypisanie się z tego jest jednak bezproblemowe (przynajmniej w teorii, bo tak się składa, że w moim przypadku problem wystąpił, ale nie o tym teraz). Dlaczego postanowiłam się wypisać? Bo też chcę odkładać na dom, ale chcę wiedzieć, że po te pieniądze mogę sięgnąć, gdy zajdzie taka potrzeba, a nie w roku 2055! Cóż, jestem ubezpieczona bo płacę składki, płacę podatki, płacę rachunki, płacę za transport. Nie chcę wydawać na coś, co nie jest mi niezbędne lub nie mam z tego żadnej namacalnej przyjemności (bo do kina też lubię pójść). A poza tym nie mam pewności, że tych czasów dożyję. A nawet jeśli dożyję, to mam nadzieję, że do tego czasu zamiast zamrażać w jakiejś firmie pieniądze, będę je mogła inwestować w nieruchomości i za te 30 lat będę ich miała przynajmniej 3-4 i to one będą mnie utrzymywać. Bo emerytura, nawet brytyjska, jakoś mnie nie uspokaja, ale tego typu fundusze emerytalne, tym bardziej nie.