Klaps w wychowaniu dzieci i jego skutki

Do dziś pamiętam klapsy, które dostawałam w dzieciństwie, Bywałam niegrzeczna, choć nie zawsze rozumiałam za co obrywam. Tak było dopóki nie poszłam do szkoły podstawowej. Będąc już nieco starszym dzieckiem, nie pozwoliłam się już jednak uderzyć. Ba, nawet byłam zdolna oddać, w razie gdyby ktoś próbował podnieść na mnie rękę. Dostawałam paskiem, kapciem lub gołą ręką. Najgorszą metodą mojej mamy było zmuszenie mnie, bym położyła się na jej kolanach wypinając pupę i czekając aż mnie zbije.

To były czasy świeżo zakończonego PRL, kiedy to w III RP ludzie próbowali się dopiero odnaleźć. Myślę, że nikogo kto ma 30 lat i więcej, moje wyznanie na wstępie wcale nie zbulwersowało. Inaczej jest już z osobami, które urodziły się w okolicach roku 2000, kiedy to po woli wprowadzano tzw. „bezstresowe wychowywanie dzieci?. Bezstresowe, czyli bez bicia.

Niektórym z Was wyda się to niewykonalne, by wychować dziecko na posłuszne i rozsądne, a z czasem także na odpowiedzialnego i mądrego człowieka. A ja powiem Wam, że jest to jak najbardziej możliwe. Skąd to wiem, skoro byłam wychowywana inaczej? A z życia, konkretnie mojej siostry i jej syna.

Mój siostrzeniec nigdy nie dostał klapsa, od nikogo! Zawsze od małego miał wszystko tłumaczone, również zanim zaczął mówić. Tłumaczone, a nie mówione, co oznacza, że zanim coś zrobił, był informowany o skutkach swojego działania. Nie było haseł w stylu „Nie dotykaj tego!”. Słyszał raczej słowa „Jeżeli tego dotkniesz, to się oparzysz, będzie Cię bardzo bolała rączka. Mamusia jest duża, i już się nauczyła, jak robić, by się nie oparzyć”. Zamiast haseł „Mówiłam, żebyś tego nie robił” (po czym duża część rodziców pewnie by dała klapsa), mój siostrzeniec słyszał „Dlaczego to zrobiłeś? Przecież mówiłam ci, że to niebezpieczne i możesz sobie zrobić krzywdę. Zobacz, teraz cię boli, płaczesz. Nie lepiej mnie posłuchać? Tak? Będziesz słuchał następnym razem? Wiesz, że nie chcę by cię coś bolało, wolę patrzeć jak się śmiejesz”. Tego typu rozmowy pamiętam bardzo dobrze, bo miałam okazję mieszkać z moją siostrą i jej rodziną przez dłuższy czas i obserwować, jak oboje rodziców są w stanie zgodnie i konsekwentnie wychowywać swoje dziecko, poświęcając czas na rozmowy z nim. Tak, tu chodzi o czas i cierpliwość. Są one niezbędne do mądrego i bezstresowego wychowania pociech.

Niezmiernie ważne jest jednak, by zacząć już takie rozmowy, gdy tylko dziecko zacznie raczkować. To może Wam się wydawać dziwne, ale przytoczę teraz przykład dziecka w wieku 4 lat (synek mojej przyjaciółki). To jest dziecko, którego ona nie jest w stanie uspokoić. Przykład. Mały wpada w furię w McDonald’s, bo choć dostał pieniążek, by wrzucić do skrzynki w kształcie spirali i nic z niej nie ma (puszka charytatywna), to woła na nią kolejny i gdy ona nie daje mu więcej pieniędzy, to mały robi aferę na całą restaurację. Krzyki, kopanie, płacz i szarpanie się. Cuda, mówię Wam, bo też tam z nimi byłam. Szok i niedowierzanie, zwłaszcza gdy zaczął wołać pieniędzy ode mnie. Reakcja mojej przyjaciółki? – Czy mogę jej pożyczyć pieniądze?! Moja odpowiedź? – Nie, bo nie tędy droga. Skończyło się laniem. I cóż, moja przyjaciółka ma tak niemal za każdym razem, gdy gdzieś wychodzi z synem. Oczy dookoła głowy, wrzaski gdy coś jest nie tak jak on chce.

Moja siostra nigdy nie doświadczyła takiego zachowania ze strony swojego syna. Zawsze dawał rękę, gdy gdzieś szli, szczególnie przy przejściu przez jezdnię. Zawsze grzecznie czekał w kolejce w sklepie. Nigdy nie kręcił się w kinie czy w autobusie. I każdy, kto go znał jako malucha mówił jaki jest grzeczny. Dziś ten chłopak ma 16 lat i jest wzorowym uczniem, porządnym nastolatkiem z zamiłowaniem do sportu, zdrowego trybu życia i szacunkiem do ludzi, którzy na ten szacunek zasługują.

Moja przyjaciółka natomiast daje swojemu dziecku swój telefon, którym mały potrafi rzucić, posadzić go przed telewizorem lub komputerem, żeby choć na chwilę odetchnąć. Bo przy tak żywym i niegrzecznym chłopcu, który nie dopuszcza słowa NIE, takie chwile są wytchnieniem. Tylko co z niego wyrośnie?

Dodam jeszcze, że mój okres dorastania to był ogromny bunt i jedno wielkie piekło dla mojej mamy. Po wielu latach oceniam go jako skutki bicia i karania bez tłumaczenia, dlaczego.

Z mojej strony apel do wszystkich rodziców: rozmawiajcie ze swoimi dziećmi, bawcie się z nimi, opowiadajcie im historyjki, czytajcie książki. Poświęcajcie swój czas dzieciom każdego dnia. Niech praca, inne obowiązki czy zmęczenie nie będą dla Was wymówką. Nikt i nic nie powinno być dla Was ważniejsze od Waszych dzieci, a tylko poświęcając im swoją uwagę i energię, dacie im największy dar – Was samych.